dzwoniono, stoi na stacji obsługi samochodów. Właściciel nic nie wie.

się jak skończony idiota, będę to robił! Radzę sobie, Rainie, a nikt nigdy
- Wyjaśnijmy to sobie. Zgadza się pan sprawdzić kogoś, nie zadając
przyjeżdżać po siebie ani odwozić się do domu. Umawiała się w wybranej restauracji,
prześcieradle. Zlizywała ją, nie mogła się powstrzymać.
– Wyszedł zza rogu... bum. Nie... widziałem.
- Bethie... Kochanie, oczywiście, że pytałem. Ktoś musiał umrzeć, żebym
strony... - zawahała się i przepraszająco popatrzyła na Quincy'ego. -
silnym ramieniu, gdy prowadził ją przez trawnik. Poczekali razem na Bensenów, którym
i zagrożeniem.
oboje uznali, że narobiła wystarczająco dużo hałasu, przyjęła czek. Musiała
– A jednak nie przeszkadza im to mnie akceptować. Ich zdaniem człowiek dostaje to, na
– Proszę cię, Sandy...
dodatkowych pytań?
w drodze do domu. Żeby zatrzeć ślady.

śmieje. Siedziała tam aż do końca długiej przerwy, gdy nauczyciele

Torebka wyglądała jak papier do prezentów na Boże Narodzenie. Jasna
inteligencji. To właśnie najbardziej mnie dziwi. Widzisz, Shep nie jest typem ojca, który
- Przyznaj, że ty i Quincy pasowaliście do siebie. Sprawa jest poważna.

ewentualność. Tylko nie podoba mi się, że słowa Manna są jedynym świadectwem w tej

będzie poprawiać. Od dziesięciu lat śniła o tym, jak zabija Pavona,
chłodne i rześkie. Na wiejskim targu kręcili się już kupujący Na
krzesła Milli, a kciuk niby przypadkiem otarł się o jej ramię. Dopiero

różnych mężczyzn w garniturach. Pomyślała, że to pewnie jacyś ważni ludzie.

ciałem wtedy, na targu, w rosnącej kałuży krwi. Z jedną nerką radziła
skinął ponuremu i obszedł samochód dookoła, by wsiąść za
- Chyba nie. No, ja nie słyszałem. A, wspominał raz o kokainie.